|
Dzisiejsze Woodstock to miasteczko jakich w Ameryce tysiące, ale posiada swój specyficzny urok na który składa się nostalgia przywieziona tutaj przez licznych turystów szukających niegdysiejszych klimatów i widoki dookoła, a także sprzedawcy i właścicele małych galerii, często sami jakby zanurzeni w nie tak odległych, jednak zupełnie różnych od naszej rzeczywistości latach siedemdziesiątych.
 foto: Aneta Radziejowska
Późną jesienią miasteczko przysypia, wczesną wiosną, w pierwszym słońcu, wygląda jakby pozowało nieruchomo do zdjęcia, czasem tylko wiatr poruszy dzwonki zawieszone na pomalowanej w kwiaty werandzie, a przez ulicę przemknie postać wyglądająca jak zapomniany duch. Latem miasteczko ożywa, ma swoich stałych gości i całe mnóstwo turystów, ale i wtedy życie się tu toczy dość leniwie.
Okolice Woodstock od dawna służyły jako baza do letniego wypoczynku. W latach 50 i 60 przenosiły się tu do wynajętych na lato małych domków całe rodziny, pan domu dojeżdżał na weekendy, prowadzono normalne gospodarstwa, produkty i potrzebne rzeczy dowozili objazdowi handlarze, co pozwalało ludziom średniozamożnym, rodzinom drobnych kupców i komiwojażerów spędzić wakacje z dala od miasta. Jest tu rzeka na której i dziś urządza się spływy w oponach, lasy i łagodne wzgórza. Bogatsi budowali własne, letnie domy, a centrum upodobali sobie artyści i rzemieślnicy zajmujący się produkowaniem różnych- powiedzmy- śliczności. Można je zresztą obejrzeć i kupić i teraz, te niegdysiejsze w sklepach ze starociami, te dzisiejsze na licznych straganach, jarmarkach i na rozłożonych w najmniej spodziewanych miejscach kocach. Jest tam dosłownie wszystko! Farbowane domowymi metodami koszulki w dzikich kolorach, indyjskie korale, suknie pachnące przedwojenną chyba naftaliną, dziwaczne podstawki, kufle z jeleniami i czające się w mroku wilki wymalowane jak żywe.
- A gdzie ten koncert właściwie był?
 foto: Marek Rygielski - to ponoć najczęściej zadawane przez przyjezdnych pytanie. Tak twierdzą pracownicy woodstockiej informacji turystycznej. Jakby nie patrzeć okolica jest owszem ładna, jakaś łąka w dolince to tu, to tam, ale na żadnej nie zmieściłoby się tyle ludzi! To właśnie dlatego, że Woodstock znane było od dawna i w różnych środowiskach, organizatorzy koncertu zdecydowali, że poręcznie będzie podać jego nazwę. Sam koncert odbył się trochę gdzie indziej i całkiem gdzie indziej niż pierwotnie planowano. Ale nazwa tak przylgnęła i stała się silnie kojarzonym symbolem tamtych lat, że już chyba nic tego nie zmieni, niech tak sobie więc zostanie. Podobno właściciel woodstockiej łąki, gdy przekonał się, jak wielka ma to być impreza,wycofał się w ostatniej chwili. Ale trzeba dodać, że to tylko jedna z wersji, aktualnie festiwal obrósł tyloma opowieściami mniej czy bardziej sprawdzalnymi, że naprawdę jest w czym wybierać.
 foto: Aneta Radziejowska
Do miejskich legend należy zaliczyć opowieść o tym, że miał to być spontaniczny zryw i impreza bezpłatna. Koncert był zaplanowany i urządzany. Bilet też jak najbardziej wypadało kupić, taki na całe trzy dni kosztował 18 dolarów. Nieco się tylko wszystko wymknęło organizatorom spod kontroli. Począwszy od pogody- lało momentami jak z przysłowiowego cebra- a skończywszy na muzykach. Nie każdemu udało się dotrzymać wyznaczonego czasu występu, niektórzy nie wystąpili wcale, inni grali dłużej, Ravi Shankar, ostatni z grających, musiał przerwać występ na jakiś czas z powodu ulewy, niektóre źródła podają, że rozpoczynający imprezę piosenką Freedom Richie Havens (koncert w Nowym Jorku 14 lipca ) bisował...trzy godziny. Najmniej przewidywalny czynnik, czyli publiczność, okazał się całkiem nieokiełznany.
Przyjęło się urządzać duże imprezy w okrągłe rocznice Woodstock, poczekajmy więc spokojnie do 2009 roku na szczegółowe opisy i wspominki. A na razie- może warto tam wyskoczyć choć na weekend, zjeść lody na ławce pod kawiarenką, posłuchać brzdąkającyh na gitarach, w takich miejscach można się wsłuchać w tę minioną Amerykę, poznać ją lepiej i w jakiś sposób wchłonąć.
mia
Czytaj więcej: Bob Dylan na koncercie w Woodstock .
Woodstock, NY 12498
Z Nowego Jorku wyjazd na cały dzień.
Dojazd
:autem
110 mil od Nowego Jorku (ok. 2.5 godziny). Jechać trasą I-87 North do Exit 19. Jechać drogą RT-28 West (Kingston/Rhinecliff Bridge) ok. 6 mil, skręcić w prawo w RT-375, po ok. 3 milach - w lewo w Mill Hill Rd/RT-212 i w prawo w CR-33
:autobusem
Z Port Authority Bus Terminal (42 Ulica i 8 Aleja) kursują do Woodstock autobusy linii Adirondack Trailways. Podróż trwa ok. 2.5 godziny. Dane z 07/2007: bilet powrotny kosztuje $47.80, ostatni autobus do Nowego Jorku odjeżdża o 6:52pm (w soboty) i 8:52pm (w niedziele). Przystanek Woodstock jest w samym centrum miasteczka.
Pokaż: mapę
P.S.(marek r) wciąż jeszcze jest na youtube mój film o sarence z Woodstock
Bethel, NY 12720
 foto: Marek Rygielski
Jeśli chcesz obejrzeć łąkę przy farmie Maxa Yasgura w Bethel, gdzie się Festiwal rzeczywiście odbył, zarezerwuj sobie więcej czasu na powrót do Nowego Jorku: trochę okrężną drogą, co prawda. Z Woodstock jedzie się (ok 1.5-2h) piękną trasą przez park stanowy Catskills ale trzeba uważać na czasami zamknięte drogi oraz groźną policję.
Kosztem wielu milionów dolarów łąkę zamieniono w ogromny kompleks koncertowy. W soboty odbywają się koncerty (info w naszym kalendarium ), w inne dni - w zasadzie wszystko zamknięte, ale można obejrzeć łąkę, zrobić zdjęcie przy pamiątkowej tablicy i nazbierać koniczynek.
Zjeść, napić się kawy lub szukać noclegu należy w pobliskim White Lake lub Monticello (+kasyno, ale z jedzeniem niedobrym)
|