mia:ny

mia:ny arrow Nowy Jork arrow Nowojorskie przygody arrow Witamy w Nowym Jorku

Witamy w Nowym Jorku


Odbieramy z lotniska grupę kilkunastu osób - naszych VIP- ów z Polski. Przed nami zadanie pokazania im, w ciągu zaledwie dwóch dni, Nowego Jorku. Samolot lekko, jak zwykle opóźniony, zresztą jak wiele innych, więc po twarzach wychodzących ludzi staramy się odgadnąć, czy wypuścili już Londyn czy wciąż wychodzi Hong-Kong sprzed kilku godzin.

Nowy Jork 

Idę na papierosa- tak, tak palę w Nowym Jorku, to tragedia, wiem i ostrzegam przyjezdnych: paczka Cameli kosztuje min. $6.75 - i dowiaduję się, że z terminalu odjeżdża autokar i że za 15 dolarów od osoby wszystkich zawiezie pod sam hotel. Cena wydaje się przyzwoita- i w dodatku mielibyśmy ich wszystkich w jednym miejscu, a nie rozrzuconych w 5-6 taksówkach.
Kupujemy bilety, podjeżdża autokar. Kierowca nawet nie schyli się, by pomóc ładować walizki do bagażnika, z rozpędu pomagamy też osobom spoza naszej grupki. Wreszcie - wszyscy gotowi, autobus też - po kilkunastu próbach zbilansowania liczby biletów i pasażerów. Kierowca ma najwyraźniej problem z liczeniem powyżej 10, ale co tam, w końcu nie potrzebujemy teraz matematyka;)

New York, NY, foto: marek r
foto: Marek Rygielski
Jedziemy - kilkanaście kilometrów autostrady przez środek miasta: w zasadzie dzielnicy Queens usianej rzędami nijakich domków z czegoś w rodzaju tektury. Po drodze mijamy Corona Park - z pięknie oświetlonym, pierwszym po lotnisku JFK symbolem Nowego Jorku: kulą ziemską, pozostałością po Targach Światowych z 1936 roku. Widok znajomy, z Men In Black wiemy przecież, że te spodki na wieżach to zakamuflowane pojazdy kosmiczne. Mijamy kolejne lotnisko, jeszcze kilka mil i wjeżdżamy na Triborough Bridge. Manhattan. Rozświetlony do granic niemożliwości, światła odbijają się w East River. Są korki. Przed nami jeszcze kilkadziesiąt minut drogi, niektórzy podsypiają....

Dojazd z lotniska

Budzę się, gdy autobus staje. To nie hotel! To jakaś ciemna uliczka pod mostem, okolica, której nie poznaję. Część pasażerów wysiada - wychodzę więc przypomieć kierowcy, do którego świetnego hotelu jedziemy- ale gdzieś zniknął, za to dopada mnie wrzeszczący osobnik z dzikim wejrzeniem i tajemniczym identyfikatorem na szyi i krzyczy, że autobus musi natychmiast, ale to natychmiast wracać na lotnisko. Na chodniku - pośpiech, nieco otumanieni turyści usiłują się jeden od drugiego dowiedzieć o co chodzi: podjeżdżają taksówki, "przedstawiciel" linii autobusowej odrobinę na siłę pakuje do pierwszej z nich czwórkę naszych VIP-ów. Ja natomiast łapię jakąś przerażoną panią, moja towarzyszka drugą i wciskamy je do następnej, która odjechała tak szybko, że tylko w locie mignęły nam twarze. Pozostaje mieć nadzieję, że znają nazwę hotelu...

I nagle "przedstawiciel" wyciąga rękę po pieniądze. Za każdą złapaną taksówkę chce... 20 dolarów. Gdy pytam go - za co, zaczyna się denerwować i krzyczy: "To jest Nowy Jork. Tu nic nie ma za darmo!". On coraz bardziej nerwowy, a nam się robi coraz bardziej gorąco. I nagle-tak skromnie i po cichu podchodzi do nas niski, ciemny człowiek i pokazuje na minibusa zaparkowanego obok, proponuje 3 dolary za osobę. "Przedstawiciel" linii autobusowej próbuje go przegonić, a nas przekonać, że tamten to oszust. Na szczęscie podjeżdża kolejny autobus z naiwnymi zmęczonymi z lotniska, "przedstawiciel" ma więc nowe zajęcie, a my wsiadamy do minibusa, który w kilka minut dowozi nas pod hotel.

Wszyscy szczęśliwi , że mimo wszystko "bezpiecznie" dojechali, pomagamy teraz naszej coraz bardziej utrudzonej ludności w rejestracji, no i zaczyna się to, co zwykle przeżywają turyści przyjeżdżający do NYC pierwszy raz- ktoś zadziwia się, że hotelowy pokój jest wielkości łazienki w jego domu w Polsce, ktoś inny - że kaloryfery strasznie hałasują. A my - przypominamy sobie radę, którą ktoś kiedyś dał poszukującym mieszkania na Manhattanie: nie po to mieszkasz w Nowym Jorku, żeby siedzieć w domu.

Times Square

Jest 4 w nocy. Łazimy jeszcze chwilę rozświetlonym Times Square, żeby kupić kosmetyki w miejsce zagubionych wraz z bagażem. Przypominamy sobie problemy z dojazdem z lotniska i uderza myśl: dzięki tej przygodzie dosłownie w ciągu 3 godzin udało nam się pokazać VIP-om prawdziwy Nowy Jork: ten ogromny i błyszczący, ale też ten ciemny, trochę niebezpieczny i bezwzględny. A! : i to nieprawda, że w Nowym Jorku nie ma nic za darmo.
marek r

Praktyczna rada:
nigdy,ale to nigdy nie używaj jadąc z lotniska transportu innego niż ten, który Ci tutaj podpowiadamy.



Linki:
Dodaj link do:
Wykop.plGwar.plLinkr.plDel.icio.us!Google!Netscape!Yahoo!Social bookmarking plugins
 

A może trochę dalej?

Pogoda

Pogoda° Nowy Jork
Pogoda° Los Angeles
Pogoda° Winslow AZ

Oferty turystyczne

Bilety, hotele i auta:
Kayak (najlepszy!)Kayak
HotwireHotwire
OrbitzOrbitz
EasyCar
Dzwonienie do Polski:
PingoPoland